Najpierw covid a teraz wojna u sąsiadów. A miało być już tak przyjemnie i mieliśmy wychodzić na prostą po pandemii, a tu nowe zagrożenie. Chyba powoli przyzwyczajamy się do życia w permanentnym stresie. Ten lęk nie robi nam dobrze.
Jeśli jesteśmy wystawieni na sytuacje stresowe nasz organizm wydziela hormony stresu m.in. kortyzol. Aktywizuje się działanie układu współczulnego, który wprowadza organizm w stan podwyższonej gotowości. A to wszystko dlatego, że nasz mózg interpretuje zagrożenie jako bodziec do działania – by przetrwać w sytuacji kryzysowej.
To co dzieje się teraz to także lęk o przetrwanie. Nie różnimy się zbyt wiele od naszych przodków. Kiedyś zagrożeniem było polowanie, zdobycie jedzenia, ciepła. Dziś myślimy o tym jak będzie. Czy będę miał pieniądze na życie jakie dotychczas, jak zapłacić zobowiązania przy rosnących ratach kredytu i inflacji… Mózg reaguje podobnie: będzie gotowy do walki lub ucieczki.
Badania pokazują, że 80-90 procent spraw którymi się przejmujemy w ogóle nie następuje. To dobra wiadomość. Poza tym lęk można oswoić i łatwiej przeżyć go wspólnie, w grupie. Na szczęście żyjemy w “globalnej wiosce”, gdzie wszyscy mają jakiś kontakt ze sobą. Jedni mają rodzinę, inni dobrych przyjaciół a inni należą do jakiejś grupy o podobnych zainteresowaniach (choćby na FB). Wśród tych wszystkich ludzi na pewno znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń lub przynajmniej porozmawia. Tak jak robią to dziś Polacy zapraszając do domów obce osoby czy organizując charytatywne zbiórki dla uchodźców.
Zwróćcie uwagę na to, że właśnie w czasach kryzysu rodzą się szlachetne intencje. Tak było podczas covidu i to samo dzieje się teraz. Ludzie zaczynają sobie pomagać, wspierać się czym mogą i podnosić na duchu – to takie budujące! Mimo, że okrucieństwa dzieją się tuż obok nas, my jako ludzie stajemy się lepsi.
Bardzo cieszy mnie to, że coraz więcej widzę takich inicjatyw. Codziennie czytam o tym, że ktoś coś udostępnia darmowo i jest gotowy do realnej pomocy. Mam wrażenie, że oswajamy powoli ten szok i przechodzimy do zaakceptowania obecnej sytuacji. Okej, jest jak jest, ale jakoś żyć trzeba w tej nowej rzeczywistości.
Dziś chciałam się podzielić kilkoma moimi sposobami na oswajanie lęku. Warto pamiętać o tym, że lęk to projekcja naszych myśli, które wyzwalają negatywne emocje. To na czym koncentrujemy swoje myśli zyskuje bardzo realną postać. Bez względu na to czy sobie coś wyobrażasz, czy realnie tego doświadczasz emocje i odczucia mogą być takie same. Na przykład: zakochałeś się, czujesz motyle w brzuchu i cały ten cudowny stan. Wyzwala go realne przebywanie z tą osobą ale także i samo myślenie o niej. To jest właśnie niedoskonałość naszej percepcji i mózgu, który nie odróżnia tego co dzieje się naprawdę od tego co jest wyobrażeniem. Siła i rodzaj reakcji emocjonalnej mogą być takie same.
Dlatego też bardzo istotne jest to, aby nie dostarczać sobie bodźców, które ciągle przypominają o zagrożeniu. Według teorii przyciągania to samo przyciąga to samo. Jeśli zatem tkwisz w błędnym kole przeżywania swojego lęku (tzw. ruminacji), ciągle się przejmujesz i karmisz złymi informacjami, to Twój świat także taki będzie: straszny, przerażający, beznadziejny. I przyciągniesz tylko same złe rzeczy, bo je zwizualizowałeś.
Można wybrać jednak inną drogę. Moim sposobem na przerwanie lawiny negatywnych emocji, także i lęku, który czasem i mnie dopada, są takie techniki jak poniżej. Zachęcam Was także do ich stosowania!
O akceptacji tu i teraz możesz przeczytać w tekście: “Nicnierobienie zkorzyścią dla siebie”
6. Uważność na lęk – to potężna technika, która najlepiej wychodzi podczas medytacji. Jeśli czuję się zestresowana lub przerażona skupiam uwagę na swoim lęku. Szukam najpierw w ciele, gdzie on się umiejscawia. U mnie zazwyczaj lokalizuje się w okolicach drugiej czakry, czyli gdzieś wokół pępka. Wyobrażam go sobie jako coś konkretnego, realnego – jak czarna kulę. Potem zaczynam ten lęk obserwować w zupełnym oderwaniu od odczuć jakie wywołuje. Tak jakbym patrzyła na niego z odległej perspektywy. Nie oceniam, nie krytykuję, tylko przyjmuję do wiadomości, że jest. Samo oderwanie emocji od jej odczuwania bardzo dużo daje. Uświadamiasz sobie, że jesteś w stanie ten lęk po prostu z siebie wyrzucić. Że jest to zależne wyłącznie od Ciebie i że możesz to zrobić natychmiast, jeśli tylko chcesz. Ja osobiście wizualizuję sobie właśnie lęk jako kamienie, które wyrzucam podczas spaceru po górach, jeden po drugim. Aż do momentu, gdy czuję lekkość i odwagę by kroczyć dalej przez życie.
Wam też życzę odwagi i spokoju w tych trudnych czasach. Dbajcie o siebie i swoich bliskich, bo to najważniejsze :))))